Projekt współfinansowany przez Miasto Wrocław
zacheta-logo-m wro2016_logo
Komentarz po debacie o "Solidarnych 2010" PDF Drukuj Email
Wpisany przez Łukasz Medeksza   
sobota, 29 maja 2010 08:48

box"Polacy nie potrafią rozmawiać" - pisze Tomasz Sikora z Radia Wrocław, który prowadził spotkanie o najbardziej kontrowersyjnym filmie dokumentalnym ostatnich miesięcy. Jego zdaniem, wciąż nie potrafimy "obywatelsko się rozwijać".

Czerwona kanapa, na niej jedna z pozoru delikatna kobieta, reżyserka Ewa Stankiewicz. I trzech mężczyzn. Leszek Budrewicz - dawny naczelny "Gazety Wyborczej Wrocław". Mirosław Spychalski - ikona filmu dokumentalnego we Wrocławiu. I reportażysta prasowy Jacek Antczak, pięć dni później uznany za dziennikarza roku 2009 na Dolnym Śląsku. Doborowe towarzystwo. Lepsze trudno sobie wymarzyć do rozmowy o kontrowersyjnym filmie "Solidarni 2010".

Plany są śmiałe. Dla Ewy to szansa na obronę reportażu. Dla jej przeciwników możliwość wykazania w nim tendencyjności, jak na rzeczowej, publicystycznej kolaudacji. Pojawia się szansa odpowiedzi na pytanie: gdzie jest granica między reporterem a propagandzistą?

Ależ gratka dla dziennikarzy na genialne studium przypadku! Ależ fantastyczna szansa dla widzów, by przejść w ciągu dwóch godzin debaty prawdziwe warsztaty reporterskie! Każdy mógł dostać klucz do świata medialnych chwytów. By potem rozumieć, o co chodzi w skomplikowanym świecie dokumentalistyki.

Czy ta szansa została stracona?

Zamiast merytorycznej dyskusji ujrzeliśmy pozerskie zachowanie gnębionej przez zły świat reżyserki. Zamiast wytykania błędów i majstersztyków filmu - wrzaskliwe pytania obecnego na sali anty-PiS-u. I jeszcze głośniejsze, bo gromadne krzyki pro-PiS-owskiej większości, tak licznie przybyłej na debatę Habeas Louge przy ul. Łokietka 5. I do tego wszystkiego jakieś kompletnie "od czapki" wypowiedzi części widzów. W tym szaleństwie nie było metody. Jałowe spory zwolenników i przeciwników, wycieczki ad personam, groźby kontra krasomówcze miseri cordiam.

Gdy myślę o tym dwugodzinnym wrzasku po paru dniach, to przychodzi mi do głowy tylko jedno słowo: pouczające.

Nic się nie dowiedzieliśmy o filmie Ewy Stankiewicz, wszyscy pozostali na dobrze oflankowanych pozycjach, część dyskutantów poczuła się zaszczuta, część zaszczucie udawała, inni sfrustrowani opuścili salę. Czy to porażka Habeas Lounge?

Nie. Z powodu tego jednego słówka: pouczające.

Dla mnie, obywatelsko wychowanego na debatach prowadzonych wśród inteligencji berlińskiej (tam dorastałem społecznie) pouczający był widok tak wielu wściekłych, sfrustrowanych, gotujących się ludzi wrzeszczących na siebie. Dla Leszka Budrewicza pouczające było pewnie to jak wielu podpina się pod jego opozycyjną legendę, Jacka przeraziła pewnie wrzaskliwa atmosfera, a Mirek pokazywał jak być ponad to. Ewa generalnie pouczała.

Ta pełna wściekłości i emocjonalnego bełkotu dyskusja była pouczająca. Pokazała, jak bardzo w Polsce nie potrafimy rozmawiać. Jak kompletnie nie słyszymy interlokutora, jak jesteśmy zamknięci na argumenty, jak niegotowi do kompromisu. Debaty, które pamiętam z Berlina były spotkaniami rozbieżnych opcji, które szukały kompromisu. Wrocławski Habeas pokazał spotkanie rozbieżnych, którzy jeszcze się ostrzeliwują, by swoją rozbieżność podkreślać.

Takie miejsca jak Łokietka 5, jak Habeas Lounge, są niezwykle potrzebne. Takie debaty, z których pozornie nie wynika nic, są bezwzględnie konieczne. Przez swoją bezprzedmiotowość, pokazują jałowość prowadzonych obecnie polskich sporów.

Polacy nie potrafią rozmawiać, dyskutować, wspólnie obywatelsko się rozwijać. Nie nauczyli się.

Przed 1989 r. - owszem - toczyli nocne-Polaków-rozmowy. Ale w swoim gronie opozycjoniści mówili sobie, jak bardzo ważne jest ich bycie opozycją; reżimowcy, gdzieś indziej, jak bardzo reżim jest konieczny. Potem przyszedł przełom i Polacy łapali koniec z końcem. Przez wiele lat rozmów nie toczono. Teraz chyba końce połapali i mogą zacząć rozmawiać o ideach. Tyle że kompletnie nie potrafią.

Tylko w takich miejscach, uczących obywatelskości, uczących kompromisu i dialogu, rozmowy - tylko tam mamy szansę na prawdziwie obywatelską społeczność. Dobrze, że jest Łokietka 5. W mieście spotkań konieczne jest miejsce, gdzie ludzie będą "uczyć się spotykać w pół drogi". To pouczające.

Tomasz Sikora

(Ilustracja przy tekście pochodzi z Wikipedii).

 

Komentarze 

 
0 #2 Piotr Matejczyk 2010-06-05 22:01
"Potem przyszedł przełom i Polacy łapali koniec z końcem. Przez wiele lat rozmów nie toczono. Teraz chyba końce połapali i mogą zacząć rozmawiać o ideach"

Rewelacja:) I Pan zarzuca komuś bełkot...
Cytować
 
 
0 #1 Piotr Matejczyk 2010-06-05 21:53
Czy Autor całkowicie poważnie porównuje moje "wrzaskliwe" pytania do pełnego uprzedzeń i pogardy wrzasku obrońców Ewy Stankiewicz, notabene spędzonych na Łokietka przez jakiegoś księdza? Ja rozumiem, że komentarz musi być bezstronny i tak dalej, ale to chyba nie wyklucza rzetelnej oceny, nieprawdaż? Nie przypominam sobie, by moi przeciwnicy użyli jakichkolwiek argumentów; jedynie na mnie wrzeszczeli. Ja natomiast zadałem reżyserce trzy proste pytania, na które nie umiała sensownie odpowiedzieć. Teraz się dowiaduję, że byłem wrzaskliwy, ba - sfrustrowany i wściekły! W jednym Autor ma rację: na tle wątpliwego dynamizmu moderatora (czyli Autora), byłem wręcz histeryczny. Ale to już problem Autora i jego wysublimowanych berlińskich gustów. Nie każdy dorósł społecznie, i nie każdy został obywatelsko wychowany na inteligenckich salonach. Taki lajf.

Pański komentarz jest dla mnie bardzo pouczający. By nie było wątpliwości, powtórzę: pouczający. Jeszcze raz: pouczający.
Cytować
 

Dodaj komentarz

Habeaslounge.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, są one własnością ich autorów. Zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarzy bez podania przyczyny. Podany adres e-mail służy jedynie weryfikacji użytkownika i otrzymywaniu powiadomień o nowych komentarzach, jeśli użytkownik wybierze taką opcję.


Kod antysapmowy
Odśwież